Kup „Żar Sahelu”

„Za głosem sangomy" Nakład wyczerpany

Witam wszystkich miłosników Afryki i nie tylko

         

          Wyjazd do Afryki przyszedł nagle i oczywiście nie miałam pojęcia, że jego efektem będzie powstanie moich dwóch książek – „Za głosem sangomy” i Żaru Sahelu”. Decyzję musiałam podjąć w ciągu jednej nocy. Tyle czasu miał mój mąż, by odpowiedzieć swojej firmie – chce lub nie chce być brany pod uwagę. Podejmując decyzję, nie wiedziałam nawet, do jakiego kraju mam się przenieść... Ale ja podejmuję decyzje szybko, więc po godzinie powiedziałam TAK. To TAK zmieniło moją percepcję świata. Od tamtej pory już nic nie jest takie samo. Niby codzienne życie toczyło się wokół codziennych spraw – wychowywania dzieci, nadrabiania z nimi polskiej szkoły, szkoły dla obcokrajowców, w której szlifowałam mój angielski, i tego wszystkiego, z czego składa się życie kobiety, ale zaczęłam spotykać ludzi, dla których życie było czymś więcej. Ludzi, którzy zadawali głębokie pytania i starali się znaleźć na nie odpowiedź poprzez medytację, studiowanie innych religii, szamanizm. To był ten świat, którego całe życie intuicyjnie szukałam. I podczas moich studiów orientalistycznych i czytając święte księgi różnych religii.

         Gdy mieszkałam w Afryce, nie myślałam o napisaniu książki. To przyszło później. Moje wspomnienia z tego miejsca, niezwykli ludzie, którzy stali się częścią mojej rzeczywistości, medytacje o życiu i czasie, krajobrazy, które wniknęły w mą pamięć i nigdy nie zblakną – to wszystko ułożyło się w jedną całość. Afryka to dziwne miejsce, a bycie kobietą w Afryce to sport ekstremalny. Teraz śmieję się z wielu zdarzeń, ale wtedy doprowadzały mnie do szału. Np. występowanie o roaming.

           W RPA (prócz telefonów służbowych) nie ma się roamingu aktywnego cały czas. Za każdym razem, jak się wyjeżdża za granicę, trzeba go aktywować od nowa. Tak przynajmniej było te parę lat temu. Poszłam więc do operatora i mówię, że chcę takowy mieć. A on na to prosi mnie o telefon do mojego męża. Tak mnie to zaskoczyło, że grzecznie wyrecytowałam numer, a pan Afrykaner stojąc metr ode mnie dzwoni do mojego męża i mówi:
- Czy pan wie, że pana żona wyjeżdża do Europy?
- No, wiem… – odpowiada mąż po długiej chwili milczenia.
- A czy pan wie, że ona chce zabrać ze sobą swoją komórkę?
- No, wiem…
- A czy pan wie, że ona chce roaming?
- Tak, wiem! – teraz odpowiedź jest już zdecydowana.
- I pan się na to zgadza?

         I gdy już mój mąż (czytaj: właściciel) wyraził zgodę i gdy wylądowałam w Europie i chciałam mu powiedzieć, że lot był spokojny, okazało się, że owszem, dostałam roaming… ale tylko na odbiór! On mógł do mnie dzwonić i smsować, ale ja do niego nie. No bo po co kobiecie aż tyle wolności?!

          Takie przygody zdarzały mi się dość często i gdy pisałam „Za głosem sangomy” i czytałam dziesiątki książek o kulturach Afryki, nagle wszystko zaczęło układać się w jedną spójną całość. Nie dość, że zrozumiałam, że bycie szczęśliwym w innej kulturze oznacza jej przyjęcie (niekoniecznie akceptację, ale przyjecie i niebuntowanie się, bo szkoda nerwów – i tak nikogo nie zmienię), to jeszcze zakochałam się w Afryce. To, co się wydarzyło, przeżycia moje i ludzi, którzy zechcieli się ze mną podzielić swym życiem, zapuściło korzenie w mojej duszy i nie chciało odejść. Chciało, bym podzieliła się swymi myślami i obserwacjami ze światem. Wtedy zaczęłam pisać.

          W połowie pisania „Za głosem sangomy” zauważyłam, że postacie w tej książce żyją własnym życiem. Uwierzcie mi, to cudowne uczucie, gdy bohaterowie wymykają się spod kontroli autora! Przydarzyło mi się również w połowie „Żaru Sahelu”. William jest na przykład taką postacią. Miał być tylko kolegą Belli, z kimś przecież musiała się zaprzyjaźnić. Ale nagle zrozumiałam, że spośród wszystkich postaci to właśnie on przechodzi największą przemianę. William, który pierwszy raz przyjechał do Afryki i nic o niej nie wie, zderza się nie tylko z pięknem tego kontynentu, ale i całym jego okrucieństwem, a co najważniejsze z silną osobowością, jaką jest Bella i uczy się wyrażać prawdę o sobie. Dwoje młodych ludzi zaskorupionych we własnych problemach i ukrywających przed światem prawdziwe ja, nagle zderzyło się ze swą odmiennością i nawzajem zaczęło stymulować i zmieniać. Zwłaszcza William. Zapukał do mej wyobraźni i upomniał się o swe prawa. Musiałam przeredagować książkę, dając mu więcej czasu i przestrzeni.

        Zaprzyjaźniam się z moimi bohaterami, ich życie staje się niejako częścią mojego. Czasami, już po wydaniu książki, zaczyna mi ich brakować i wtedy biorę do ręki własną powieść i odszukuję fragmenty, które są mi szczególnie bliskie i od nowa przeżywam ich radości i rozterki. Największą przyjemność sprawiają mi więc maile od czytelników, którzy doświadczają czegoś takiego obcując z moimi książkami. Chyba nie może być większej radości dla autora! Naprawdę lubię, gdy ludzie do mnie piszą. Serdecznie Was do tego zapraszam, bez względu na to, co chcielibyście mi przekazać ;-)

         Często jestem pytana, jakie książki czytam. Ludzie chcą wiedzieć, czy są podobne do tych, które sama piszę. Tak, zdecydowanie lubię książki, które prócz ciekawej akcji dają mi szansę dowiedzenia się czegoś nowego lub zgłębienia tajemnic duszy. Polecam Wam więc kilka książek, które zapadły mi w pamięć. Taką książką numer 1 jest dla mnie

„Niebiańska przepowiednia” (James Redfield) – W Peru odkryte zostają starożytne dokumenty. Opowiadają o przebudzeniu, jakie dokona się w ludzkich duszach i umysłach na przełomie er, właśnie teraz. Mówią o tym, że żaden przypadek nie jest czystym przypadkiem, staje na naszej drodze, byśmy mogli się czegoś o sobie nauczyć. Fantastyczna książka przygodowa, pomagająca zajrzeć w głąb siebie i dostrzec w życiu sens. Polecam również drugą część pt. „Dziesiąte wtajemniczenie”. To książka nieśmiertelnik, będzie aktualna nawet za tysiąc lat.

„Labirynt” (Kate Mosse) – Opowieść o przeznaczeniu, miejscu człowieka w historii, miłości i zdradzie, rozgrywająca się w Langwedocji czasów Katarów i XXI wieku. Langwedocja to moja ulubiona część Francji i czytając tę książkę, widziałam oczyma wyobraźni każdy opisany kamień. Lubię dwupłaszczyznowe powieści, a „Labirynt” taki jest. Średniowiecze miesza się ze współczesnością, losy bohaterów przeplatają się, trzymając czytelnika w napięciu. Świetna akcja i najlepszy sposób na poznanie historii tajemniczej krainy na południu Europy.

„Ósemka” (Katherine Neville) –To, co uwielbiam w książkach Neville to wplatanie postaci historycznych w akcję powieści. W VIII w. ne Karol Wielki otrzymał komplet szachów, który zawierał w sobie tajemnicę tak wielką, że doprowadzał graczy do utraty zmysłów, więc został ukryty. W czasie Rewolucji Francuskiej szachy znów wypłynęły na karty historii i od tamtej pory trwa krwawa bitwa, w której figurami są ludzie. „Ósemka” to pasjonujący thriller historyczny i kopalnia wiedzy na temat szachów, Północnej Afryki, Francji czasów rewolucji i wielu innych... A przy okazji opowieść o zmysłowej miłości.

„Past Caring” (Robert Goddard) – To jest powieść, przypominająca brylant. Błyszczy, jest lekka i piękna a jednocześnie rzetelna historycznie do bólu. Akcja zaczyna się w czasach sufrażystek i I wojny światowej, opowiada życie ludzi do czasów dzisiejszych, wplątuje je w historię i miota bohaterami po świecie. Kilka postaci to osoby rzeczywiste (np. Churchil), które autor świetnie wkomponował w losy głównych bohaterów. Anglia, RPA, Madera – miejsca i historia a przy tym szybka, pełna nieoczekiwanych, lecz logicznych zwrotów akcja. Po polsku ukazało się kilka innych książek tego autora. Wszystkie polecam jako znakomitą lekturę sensacyjną.    

             

„Maja” (Jostein Gaadner) – „Jesteśmy zagadką, której nikt nie zgaduje. ” Proste i prawdziwe. Bohater książki wyrusza na Fidżi, gdzie znajduje się linia zmiany daty. Zbliża się nowe millenium. Ze spotkanymi tam ludźmi wiedzie grę – dyskusję, ale najbardziej pouczające a zarazem zabawne rozmowy toczy z... gekonem Gordonem, który odmawia zejścia z butelki jego ulubionego ginu. Jest to pełna niezwykłych przemyśleń powieść, śmieszna, wzruszająca, próbująca znaleźć odpowiedź na najgłębsze pytania. Jest to jednocześnie historia trudnej miłości, przemyśleń dojrzałego mężczyzny na temat związków. Już sam pomysł rozmowy z wyrośniętym, przeinteligentnym gekonem już jest powodem, by tę książkę przeczytać!

„Gonić króliczka” (Mariola Zaczyńska) – Jest to powieść zupełnie inna niż wszystkie wymienione. Tym razem nie szukałam wiedzy o świecie ani historii lecz potrzebowałam książki, która mnie rozweseli i poprawi humor. I to był strzał w dziesiątkę! Króliczek wywołuje u mnie salwy śmiechu. Perypetie marzącej o miłości, młodej pisarki, którą walczące feministki uznały za swą duchową przywódczynię wbrew jej woli, powodują, że bohaterka żyje w swego rodzaju Matriksie, gdzie jej odczucia nikogo nie interesują, a oczekiwania względem niej pakują ją w coraz to nowe tarapaty. Ale daleko tej książce do moralizowania, za to bardzo blisko do doprowadzenia czytelnika do łez śmiechu. Optymistyczna, zabawna historia na ponure chwile, podobnie jak wydana ostatnio druga powieść tej autorki „Jak to robią twardzielki”. Twardzielki nie zawsze są twarde, ale z pewnością zabawne. Bardzo dobrze napisana czarna komedia.