 |
|
„Żar Sahelu” miał swą oficjalną premierę 2 grudnia w Warszawie w Tarabuku. Mimo solidnego ataku zimy, znaleźli się miłośnicy książek, którzy zechcieli przedrzeć się przez śnieg i przyjść. Spotkanie uatrakcyjnili Ania Patynek i Marcin Urzędowski, grając zapamiętale na bębnach. Wykonywali tradycyjne utwory z Mali, gdzie rozgrywa się akcja „Żaru Sahelu” oraz własne improwizacje. |
| |
|
10 grudnia 2010 Sopot i niezwykłe miejsce – księgarnio-kawiarnia Bookarnia. Niezwykle klimatyczne miejsce, gdzie można wypić aromatyczną kawę i herbatę z różnych zakątków świata i poczytać ciekawą książkę. Goście siedzieli na dole, na antresoli i schodach, w otoczeniu wspaniałych powieści i albumów. Przy najbliższym pobycie w Trójmieście z pewnością się tam wybiorę. |
11 grudnia 2010 Gdynia. Spotkanie odbyło się w najstarszej gdyńskiej kawiarni artystycznej Cyganeria. Prowadziła je ze swadą dziennikarka Radia Gdańsk Hania Wilczyńska-Toczko. Pytań od gości było mnóstwo, choć jednego pana musiałam rozczarować – nie jestem szamanką i nie umiem uzdrawiać. Trudno, nie można umieć wszystkiego. Ja piszę powieści. Mam do Gdyni sentyment, w końcu chodziłam tam do szkoły i ku mojej radości nadal przyjaźnię się z kilkoma osobami z tamtych czasów. |
 |
|
Druga połowa lutego 2011 upłynęła mi pod znakiem podróży po północnej Polsce. Spotkałam się z czytelnikami w Nidzicy, Olsztynie, Elblągu, Młynarach, Trójmieście, Malborku, Gostycynie, Koronowie, Nakle i Bydgoszczy. Nie sposób opisać wszystkich, więc wspomnę tylko kilka. |
17 lutego 2011 spotkałam się ponownie z uczniami szkół w Młynarach i zrobiłam im warsztaty o tabu. Razem spróbowaliśmy zdefiniować tabu, gimnazjaliści wyszukali polskie tabu (jest tego co niemiara!), ja opowiedziałam im o bardziej egzotycznych. Nie zabrakło tez pytań o moje książki, bo mam wśród uczniów czytelników;-) Podziękowania należą się Ewie Nisiewicz, która to wszystko zorganizowała. W Młynarach gościłam też po raz wtóry z Bibliotece Miejskiej
W Gdyni spotkałam się z fantastycznymi, pełnymi życia seniorami. Chcę być taką seniorką jak oni! I z osobami niepełnosprawnymi mającymi uśmiech na twarzy mimo przeciwności losu i ogromną ciekawość świata.
|
 |
|
19 lutego 2011 ponownie gościłam w Domu Zarazy w Gdańsku-Oliwie. Było tyle ludzi, że musieli stać na schodach. Nie musieli, chcieli i to było dla mnie ogromna nagroda za moją pracę. Część z nich była na spotkaniu rok temu i przeczytała już obie moje książki, więc rozwinęła się z tego fantastyczna dyskusja. Relację można przeczytać na: http://ibedeker.pl/u-przyjaciol/ile-za-podolecka |
|
23 lutego 2011 spotkałam się z uczestnikami Dyskusyjnego Klubu Książki w Gostycynie. Było dużo ludzi, dużo pytań i niesamowita atmosfera. Relacja na:
spotkania autorskie w Gostycynie
RELACJE ZE SPOTKAŃ:
Wywiad po spotkaniu w Gdyni można obejrzeć klikając link:
http://www.youtube.com/watch?v=MvSGRKgXebY
Rozmowę ze mną (fragmenty spotkania w Bydgoszczy) można usłyszeć klikając link:
http://archiwum.radiopik.pl/service.go?action=details&show.Record.id=111986
Reportaż ze spotkania w Olsztynie:
http://www.youtube.com/watch?v=0Ci3vj3mhaI
7 kwietnia 2011, Warszawa – W księgarni Stentor odbyła się zupełnie nieoczekiwana dyskusja. Jedna z pań miała do czynienia z polskimi czarownicami (czego do dzisiaj żałuje) i rozmowa na temat szamanizmu nagle nabrała bardzo polskich realiów. Na djembe zagrała świetnie jak zawsze Ania Patynek.
8 kwietnia 2011, Legionowo – W podwarszawskim Legionowie jest urocze miejsce, księgarnio-kawiarnia u Leszka. Leszek, a właściwie Lech Kmiecik, ma ogromne poczucie humoru i gigantyczną wiedzę na temat książek. Prowadził spotkanie z brawurą, a na koniec nakarmił mnie pysznymi ciastkami;-) Było ciekawie, dowcipnie i pysznie.
11 maja 2011, Katowice – To już moje drugie spotkanie z członkami Klubu Podróżnika w MDK Koszutka. Lista gości Klubu zawsze robi na mnie wrażenie – nazwiska z pierwszych stron gazet. A mimo to zaproszono mnie ponownie, bo pamiętano moje wystąpienie, dyskusję i fajny klimat. I ludzie ponownie chcieli ze mną porozmawiać. I ponownie zostały mi miłe wspomnienia;-)
13 maja 2011, Katowice – EMPiK, zupełnie inny klimat niż w Kosztutce, ale Ślązacy równie gościnni. W ogóle jestem pod wrażeniem zmian jakie zachodzą w Katowicach, robią się coraz ładniejsze. Dużo się w Polsce dzieje dobrych rzeczy. Powstają i parki, i drogi (wbrew pozorom;-)) i ludzie się uśmiechają. Obsługa EMPiKu była profesjonalna i sympatyczna. Poprosili mnie o podpisanie kilkunastu książek, więc jeśli ktoś potrzebuje książkę z dedykacją na prezent lub do kolekcji, to może w katowickim EMPiKu jeszcze jest…
|
6 października 2011, Poznań – Odkryłam niezwykłe miejsce, a właściwie ono odkryło mnie;-) Pani Beata i pani Paula stworzyły w księgarni Między Słowami przestrzeń nie tylko dla książek ale dla wszelkiego rodzaju sztuk. Dzieci przygotowały maksi wzorowane na afrykańskich, znajoma artystka piękną, etniczną biżuterię, a wszystko przepełniał zapach herbaty roibos prosto z RPA. Oczywiście nie zabrakło rozmów o książkach!
7 października 2011, Szamotuły – Następne świetne miejsce w Wielkopolsce, Cafe Marzenie. Klimatyczna kafejka ze starymi meblami, ciekawym menu i ludźmi pełnymi pasji. Wszystkie stoliki były zajęte, a goście nie chcieli mnie wypuścić. Interesowało ich wszystko – i moje książki, i obyczaje afrykańskie, i inne religie, i szamanizm. Niezapomniany wieczór.
17 października 2011, Białystok– Wiecie co to jest Kopiluwak? To kawa, której ziarna najpierw są zjadane przez zwierzęta, trawione i wydalane. Brr… Cóż, to najdroższa kawa świata. Kopiluwak to też fajne, undergroundowe miejsce w Białymstoku. Przy kolorowych drinkach, dziwnych odmianach kawy rozmawialiśmy długo i ciekawie;-)
18-21 października 2011, Warmia – pięć spotkań z młodzieżą, dorosłymi w większych i mniejszych miasteczkach i wsiach. Piękna Warmia, pagórki w jesiennych kolorach, lasy jeszcze zielone, ale już przygotowujące się do zimy. Pięknie…
4 listopada 2011, Rzeszów – Wielkie zaskoczenie! Nigdy wcześniej nie byłam w Rzeszowie i nie spodziewałam się, ze jest to tak piękne miasto. Cudnie odnowione starówki można spotkać w wielu miejscach Polski, ale w Rzeszowie zrobiono więcej – odremontowano w ciekawy sposób socrealistyczne budynki i przeznaczono na galerie sztuki i miejsca użyteczne. Spotkanie odbyło się w Empiku i uczestniczyły w nim też dzieci. I nie nudziły się;-)
|
Spotkania Autorskie „Za głosem sangomy” |
 |
|
20/11/2009 Premierowe spotkanie promujące „Za głosem sangomy” prowadziła
Katarzyna Dowbor. I całe szczęście, gdyż – jak to za
pierwszym razem – moje emocje sięgały zenitu. Kasia
ma jednak wrodzone ciepło (o profesjonalizmie nie mówiąc),
które udzieliło się wszystkim. Poza tym sama spędziła
w RPA trochę czasu i kocha to miejsce. Rozmawialiśmy
o Afryce, moim stosunku do niej, o tym skąd wziął się
pomysł na napisanie powieści. Wtedy też pierwszy raz
w życiu podpisywałam moją książkę, więc zapadło mi to
głęboko w pamięć. |
| |
|
|
|
|
30/03/2009 Spotkanie w Muzeum Afrykanistycznym
w Olkuszu było prawdziwą gratką nie tylko dla mnie ale
i gości. W klimatach podsaharyjskich, przed namiotem
Tuaregów, wśród afrykańskich masek i artefaktów gościło
mnie Stowarzyszenie Polska Sahara i jej prezes pan Marian
Pajdak. Dzieliłam się swymi wspomnieniami z czasu spędzonego
w RPA i Suazi wraz p. Marianem, który sam sporo po Afryce
podróżował. |
| |
|
|
|
|
30
i 31/04/2009 Równie ciekawie było na
spotkaniach w Sławkowie i Krakowie, gdzie na bębnach,
całkiem po afrykańsku, grał Marcin Urzędowski, który
– mimo że biały – klimaty południowe czuje znakomicie.
A potem, przy kieliszku dobrego wina z RPA, toczyły
się rozmowy szczere i zabawne. „Za głosem sangomy” stało
się wyjściem do naprawdę ciekawych rozważań o życiu
i literaturze. |
| |
|
|
|
|
01/04/2009
Tego dnia spotkałam się ze studentami z Afrykańskiego
Koła Naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Powrót
na własną uczelnię po 15. latach uświadomił mi upływ
czasu. Oni wszyscy byli tacy piękni i młodzi! Zaskoczeniem
była dla mnie obecność czwórki czarnych Afrykanów, zwłaszcza
że miałam mówić o sytuacji kobiety w Afryce Pd. i Wsch.
Panowie Kenijczycy czynnie uczestniczyli w dyskusji
i mimo wyraźnej różnicy w kolorze skóry i wychowaniu,
które odebraliśmy, w kluczowych sprawach zgadzaliśmy
się i było bardzo wesoło i sympatycznie. Jak na koło
afrykanistyczne przystało, jego członkowie znakomicie
orientowali się w geografii i kulturze Afryki. Bardzo
lubię spotkania ze studentami. |
| |
|
|
| |
|
|
|
|
02/10/2009
Warszawa. Spotkanie w Klubie Oleander przebiegało pod
hasłem „Kod w stroju w Afryce Południowej i Wschodniej”.
My, Europejczycy, zatraciliśmy „kodowość” naszych strojów.
Można ubrać się na czarno, ale to wcale nie oznacza,
że idziemy na pogrzeb. Afrykanie wręcz przeciwnie –
kształtują swój wygląd tak, by patrzący na nich ludzie,
wiedzieli, jaka jest ich społeczna pozycja. Dlatego
np. mężatki ludu Ndebele noszą pasiaste narzuty-peleryny.
W ten sposób jasno mówią mężczyznom: nie patrz na mnie,
mam już męża, idź podrywać kogoś innego! Natomiast Masajki,
które właśnie przeszły obrzezanie i wyzdrowiały, zakładają
na głowę przepaskę z grzywką z białych koralików. W
ten sposób mężczyźni dowiadują się, że dziewczyna jest
już gotowa do zamążpójścia i można rozmawiać z jej ojcem
o wykupieniu jej na żonę. Panom, tradycyjnie, najbardziej
spodobała się idea wielożeństwa. Ten temat zawsze wywołuje
uśmiech tęsknoty na obliczach polskich panów…
|
| |
|
|
|
19-22/10/2009
To czas spędzony w Małopolsce, do której mam ogromny
sentyment nie tylko dlatego, że studiowałam w Krakowie,
ale również z powodu niezwykłej gościnności, z którą
zawsze się tam spotykam. Tym razem rozmawiałam z uczniami
ze szkół w Bukownie, Olkuszu i Krzeszowicach oraz z
członkami Klubu Podróżnika z Krzeszowic. |
| |
|
|
| |
|
|
16/11/2009
Kraków powitał mnie pogodą pod psem, taką, która sprawia,
że marzenia o Afryce stają się zdecydowanie silniejsze.
Na spotkanie do Wieliczki dotarłam z trudem, ale w
ciekawych wnętrzach Galerii Garaż rozgrzaliśmy się,
oglądając slajdy z miejsc, którymi podróżują bohaterowie
„Za głosem sangomy”. Kilka osób świetnie orientowało
się w realiach południowoafrykańskich, zwłaszcza w
polityce RPA, więc dyskusja była naprawdę ciekawa.
|
17/11/2009
Stowarzyszenie Polska Sahara zorganizowała w Kluczach
konferencję popularnonaukową „Łączą nas pustynie”,
na którą również zostałam zaproszona. Przy dźwiękach
afrykańskiej muzyki, wśród ręcznie malowanych batików,
masek i rzeźb rozmawialiśmy o kobiecości w Afryce,
o tym czym jest ona dla Afrykanek i czym różni się
od naszego podejścia do kobiecości i życia kobiety
w ogóle. Dyskusjom o mojej książce i poruszanej w
niej tematyce towarzyszyło znakomite wino z okolic
Kapsztadu i herbata z dalekich regionów, mi.in roibos,
czerwona, wyjątkowo zdrowa herbata z RPA.
|
18/11/2009
Na zaproszenie Miejskiego Domu Kultury „Koszutka”
w Katowicach miałam przyjemność spotkać się z wyjątkową
śląską życzliwością. Byłam pod wrażeniem nowoczesnej
sali, w której muzyka zuluska rozbrzmiewała z wielką
siłą, a moje slajdy i opowieść zabrały gości w daleką
podróż. Spotkanie prowadziła urocza pani Gabriela
Łęcka, która nieopatrznie, jeszcze przed rozpoczęciem,
dała mi do wpisania się księgę pamiątkową. Dzięki
temu dowiedziałam się, że przede mną o Afryce mówili
tacy podróżnicy jak kapitan Baranowski czy Jarosław
Kret. Ale było dobrze! Na zakończenie pewien przystojny,
starszy pan rzekł do mnie: „Pani Agnieszko, mówiła
pani tak ciekawie jak pan Kret, ale jest pani ładniejsza
i dlatego chcę się z panią ożenić!” Po czym wyjął
zza pleców piękną różę i poprosił mnie o rękę! Śmiechu
było co niemiara, zwłaszcza że obok mnie stał mój
teść. Ale wspominam to spotkanie tak miło także dlatego,
że publiczność dopisała i miała do mnie mnóstwo pytań.
Lubię, gdy ludzie pytają. To oznacza, że moje słowa
ich poruszyły, a to wielki komplement dla autora.
|
25/11/2009
Mordy pod Siedlcami, miejsce, o którym wcześniej nie
słyszałam, ale teraz bardzo się cieszę, że trafiło
do moich archiwów. Mała wieś, w której są ludzie,
którym chce się oderwać od telewizora. Ale to nie
jedyne zaskoczenie. W Mordach bowiem miałam mieć spotkanie
ze starszymi osobami i sądziłam, że mówiąc o szamanach
i innych religiach, powinnam być ostrożna. W końcu
to pokolenie, dla którego wiara katolicka jest bardzo
ważna. Tymczasem okazało się, że są to ludzie ciekawi
świata, żądni wiedzy i nasze rozmowy
były głębokie i długie. Jeden z panów, gdy powiedziałam,
że medytowałam pod opieką szamana, zapytał, czym taka
medytacja różni się od buddyjskiej, gdyż on, katolik,
tak właśnie medytuje. Było to mnie niezwykle ważne,
pouczające spotkanie z ludźmi, których energię chciałabym
posiadać będąc w ich wieku!
|
26/11/2009
Do Siedlec (i Mordów) pojechałam na zaproszenie pozytywnie
szalonej Marioli Zaczyńskiej, dziennikarki i pisarki,
która zachwyciła się moją książką i – nie mając w
tym żadnego interesu – zaproponowała zorganizowanie
mi spotkań w swojej okolicy. Mariola opiekuje się
porzuconymi zwierzętami i pod jej dachem mieszka zgodnie
12 psów i 5 kotów, każde z tragiczną historią, ale
dzięki niej szczęśliwe. W Siedlcach spotkałam się
ze studentami tamtejszego uniwersytetu w ich klubie
już przygotowanym na połowinki (stąd na zdjęciu balony).
Natomiast w pięknej sali Muzeum Regionalnego, na zaproszenie
Miejskiej Biblioteki Publicznej, zjawił się nawet
sam pan burmistrz. Mariola prowadziła spotkanie z
wrodzonym sobie poczuciem humoru, goście obejrzeli
slajdy z podróży bohaterów „Za głosem sangomy” i zasypali
mnie lawiną pytań. To było jedno z tych spotkań, gdzie
podpisywanie książek ciągnęło się do późna. Tam też
udzieliłam pierwszego w życiu wywiadu dla telewizji,
który można obejrzeć klikając na link: http://www.tvsiedlce.pl/index_tv.php?video=2785
Po prawej stronie wyświetli się okienko z logo TV
Siedlce a zaraz potem „Rozmowy bez herbatki”. Opowiadam
o mojej książce i afrykańskich przeżyciach. Zapraszam.
|
07/12/2009
Gliwice, Klub Pracowników Politechniki Śląskiej, bardzo
aktywne kulturalnie miejsce. Ponieważ zbliżała się
Gwiazdka, więc organizatorka spotkania, pani Aleksandra
Łamik, poprosiła, bym opowiedziała o tradycjach bożonarodzeniowych
w Afryce. Zabrałam gości w świąteczną podróż po siedmiu
krajach, przez które wędrują bohaterowie mojej powieści.
Rozmawialiśmy jednak nie tylko o kolędowaniu, jedzeniu
i zaplataniu warkoczyków, ale również o tym, jak wygląda
życie Afrykanów. A wygląda ono zupełnie inaczej niż
nasze i wielkim szczęściem jest dla nich pełny żołądek
na święta. Było więc o misjach, ich dobrym i złym
wpływie na lokalne kultury i miejscu kobiet w tamtejszych
społeczeństwach. I oczywiście o różnych odłamach chrześcijaństwa,
z których dla mnie najbardziej fascynujący jest kościół
koptyjski. Opowiedziałam o przedziwnych krzyżach etiopskich
(zob. zakładka Fotograficzna podróż Za głosem sangomy),
ich genezie i cudownej legendzie o Drzewie Życia,
która zawsze się słuchaczom podoba.
|
16/12/2009
Kochane polskie wybrzeże czyli powrót do domu. Gdy
ludzie mnie pytają skąd jestem, mam poważne problemy
z udzieleniem odpowiedzi. Tyle razy się przeprowadzałam!
Ale do szkoły chodziłam w Gdyni, więc oczywiście mam
sentyment do tego regionu. Za to całkowicie brak mi
sentymentu do PKP, które wiozło mnie nieogrzewanym
pociągiem i spóźniło się ponad godzinę, dzięki czemu
ja również spóźniłam się na spotkanie. Ale wspaniali
Kaszubi z Pucka i okolic poczekali na mnie i w pięknej
restauracji Bursztynia, która unosi się (dosłownie)
na falami Bałtyku, grzejąc się przy kominku, porozmawialiśmy
o sangomach, szamanizmie, Afryce i mojej książce.
Spotkanie prowadził Artur Jabłoński, dziennikarz radia
Kaszёbe.
|
17/12/2009
Gdynia. Moje kochane II liceum! Miałam niekłamaną
przyjemność spotkać się z uczniami i opowiedzieć im
o Bożym Narodzeniu na Czarnym Lądzie. Młodzież zarzuciła
mnie pytaniami o obyczaje afrykańskie. Takie sytuacje
zawsze pokazują mi, jak wielu wspaniałych, otwartych
na innych, młodych ludzi mamy w tym kraju.
|
17/12/2009
Dom Zarazy. Groźnie brzmi. W rzeczywistości jest to
piękny, stary budynek, w którym w XVIII wieku, w czasach
zarazy, leczono chorych. Tam, w eleganckiej, nastrojowej
sali, zabrałam gości w podróż po gorących bezdrożach
afrykańskich. I bardzo się nam to wszystkim przydało,
ponieważ właśnie wtedy nastąpił pierwszy atak zimy
i z Oliwy do Gdyni jechało się półtorej godziny! W
zaspach śnieżnych nie zabrakło jednak ani afrykańskiego
ducha ani doświadczeń ludzi, którzy ten kraj zwiedzili
i włączyli się do opowieści. Bardzo miło ten wieczór
wspominam.
|
| 18/12/2009
Na zaproszenie Wyższej Szkoły Kaszubsko-Pomorskiej spotkałam
się ze studentami. Mówiłam o społecznym statusie kobiety
afrykańskiej. Niektóre obyczaje jeżą włos na głowie
(obrzezanie dziewcząt), ale są też takie, których zmieniać
nie należy, bo obróci się to przeciwko kobietom, którym
chcemy pomóc. Taką tradycją jest np. wielożeństwo. Przecież
jednej kobiecie doba nie starczy na chodzenie po kilka
kilometrów po wodę, budowanie i przenoszenie chaty w
nowe miejsce, tam gdzie zagna ich deszcz, ciągłe rodzenie
dzieci, uprawianie pola i jeszcze robienie pamiątek
dla turystów, bo przecież potrzebne są pieniądze. Mężczyźni
w tym czasie pasą stada (czytaj: siedzą pod drzewem
w cieniu i, patrząc jak kozy lub inne zwierzęta gryzą
trawę, omawiają swe męskie sprawy). Dlatego potrzebna
jest druga żona i trzecia, i czwarta i stąd właśnie
ta tradycja. I cieszy mnie, gdy moi słuchacze to rozumieją.
|
|
Drugi tydzień lutego, zimnego i śnieżnego,
spędziłam na północy Polski. Pojechałam tam na zaproszenie
niesamowitej Ewy Nisiewicz, która w maleńkich Młynarach
koło Elbląga aktywizuje dzieciaki do czytania. Kilka
spotkań z młodzieżą utwierdziło mnie w przekonaniu,
że jeśli tylko zainteresujemy tematem młodych ludzi,
to będą go drążyć i szukać wiedzy.
10/02/2010
spotkałam się z mieszkańcami Elbląga w Bibliotece im.
Cypriana Norwida, która sama w sobie jest imponującym
miejscem. Byłam niezwykle szczęśliwa, że przyszło sporo
osób i jeszcze szczęśliwsza, że zasypano mnie pytaniami.
Dziękuję też dziennikarzom, którzy poświęcili mi swoje
popołudnie.
11/02/2010
W bibliotece w Braniewie wywiązała się ciekawa dyskusja
nie tylko na tematy afrykańskie ale i ideologiczne.
Zawdzięczam ją po części pani, która prowadzi opiniotwórczy
blog http://prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com.
Na spotkaniu były osoby, które przeczytały już „Za głosem
sangomy” jak również inne książki, których akcja rozgrywa
się w Afryce, więc miały skalę porównawczą. Uwielbiam,
gdy słuchacze są przygotowani i mają nie tylko pytania
ale i uwagi krytyczne. Nic tak nie odświeża umysłu,
jak zacięta dyskusja, z której obie strony wychodzą
z nową wiedzą.
12/02/2010
W końcu dotarłam do mego rodzinnego miasta! Chodziłam
w Gdyni do szkół i było to dla mnie silne przeżycie. Księgarnia
Vademecum na Świętojańskiej ma w ofercie książki, których
nie widziałam nigdzie indziej w Polsce. Kupiłam m.in.
opracowanie o symbolach afrykańskich. Można się spodziewać,
że wspomnę o nich w następnych powieściach. Na razie cieszę
się, że na spotkaniu mogłam porozmawiać z mieszkańcami
miasta mej pierwszej młodości.
|
|